piątek, 29 kwietnia 2016

Dzień jak co dzień - #1

Dzień jak co dzień. Wstałam wraz ze wschodem słońca.
- Ech...jutro dożynki - pomyślałam
- Rose! Wstawaj! - rzuciłam w siostre poduszką
- Co? Nie! Idź jeszcze spać! - przytuliła poduszke którą w nią rzuciłam i próbowała zasnąć
- Myślę, że tata nie będzie zadowolony jak się dowie co wczoraj zrobiłaś - dziewczyna popatrzyła na mnie pytająco - Co? Nie pamiętasz?
- Jakoś nie moge sobie przypomnieć - wyszczerzyła zęby i podrapała się po głowie
- Wczoraj podczas pracy zostawiłaś mnie samą i zwaliłaś całą swoją robote na mnie! A tata prosił cię abyś się mną zaopiekowała!
- Ah...no tak. Ale czegoś nie rozumiem...
- Czego?
- Rozumiem, że ty jesteś rannym ptaszkiem i w ogóle ale ja nie jestem i chce spać! - zakryła głowe poduszką
- Tato! Mam dla ciebie pewną wiadomość! - zaczęłam wrzeszczeć jak wariatka
- Dobra! Lili cicho bądź! Zrobię wszystko co zechcesz tylko błagam nic nie mów tacie! 
- Hymmm...pomyśle nad tym - zrobiłam mine filozofa
- Lili!
- No co!
- Prosze - zrobiła maślane oczka 
- Ech...no dobra, ale musisz wykonać dzisiejszą prace za mnie.
- Nie! Nie ma mowy! - Rose wstała i zamknęła się w łazięce
- Tato!
- Okej! Zamknij się! - dziewczyna przyłożyła mi dłoń do ust, a ja odruchowo zaczęłam ją lizać.
- Fuu! Co ty robisz! Mam całą ręke w ślinie!
- Nie moja wina! Dusiłaś mn... - nagle tata nas zawołał na śniadanie. Co prawda było ubogie ale przynajmniej było.
Jesteśmy biedną rodziną ale na szczęście mamy co jeść. Każdy ma jakąś prace. Ja i siostra pracujemy przy uprawie zbóż, a tata w fabryce. Moja mama nie żyje. Nie dawała sobie rady w życiu i gdy miałam 4 lata popełniła samobójstwo. Minęło 9 lat a ja już o niej zapominam. Nigdy jej dobrze nie poznałam dlatego za nią nie tęsknie. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie tata. Opowiadał nam coś o pracy ale dokładnie nie słuchałam. Rozkoszowałam się pysznym chlebem który dzisiaj rano kupił. Zawsze mówił że jeden dzień przed dożynkami i w dzień dożynek możemy sobie na to pozwolić bo nigdy nie wiadomo czy któraś z nas nie trafi na arenie. 
- Myślę, że wytrzymałabym góra 2 dni - powiedziałam 
- Co? - popatrzyli się na mnie ze zdziwieniem
- Na arenie. Bo co jedna 13-latka by mogła zdziałać?
- Heh. Wiesz nie wyobrażam sobie ciebie na arenie - powiedziała Rose - Jesteś na to za ładna.
- Nie. Ja nie jestem ładna. - zrobiło mi się ciepo na sercu gdy usłyszałam, że ktoś twierdzi, że jestem ładna. Ale jednak musiałam temu zaprzeczyć ponieważ ja tak nie sądze
- Ależ jesteś. Masz śliczne długie blond włosy, duże  szare oczy, duże ale nie za duże usta i jesteś wysportowana.
- Nadawałabyś się na głodowe igrzyska. Zdobyłabyś wielu sponsorów - wtrącił tata - Ale jednak sponsorzy to nie wszystko. Lili umiesz się posługiwać się jakąś bronią?
- Chyba raczej nie - spuściłam głowe
- Ale za to umiesz się kamuflować - zaóważyła Rose
- Ale bardzo amatorsko - odparłam
- Lepsze to niż nic.
- Jest jedna rzecz -chwile się zawahałam - Umiem rozpoznawać rośliny.
- To jest to! - wykrzyczała Rose 
- Ale pewnie i tak cie nie wylosują więc nie ma się o co martwić - tata uśmiechną się do mnie 
Gdy skończyliśmy jedzenie chciałam iść na chwilkę na pobliską łąkę aby porozmyślać o tym wszystkim. Wychodząc z domu ucałowałam tate i pożegnałam się z siostrą. Idąc przez wąską ścieżkę nagle usłyszałam donośny krzyk. Dobiegał on z miejsca gdzie wymierzają kary w postaci bicia batem. Natychmiastowo pobiegłam w miejsce krzyku i ujrzałam chłopaka bez koszulki, przywiązanego do metalowego słupa. Nie było widać ran ponieważ całe plecy pokryła krew. Jego jęki były przeraźliwe. Nie mogłam dłużej wytrzymać. Podbiegłam do niego i zasłoniłam go swoim ciałem. Dostałam dwa razy. Moja bluzka poczerwieniała, a wszyscy wstrzymali oddech czekając na decyzje strażników. Czy mnie zabiją? A może puszczą wolno? Nie wiem. Poczułam kolejne uderzenie. Strażnik kazał mi się odsunąć ale ja nawet nie drgnęłam. Nie mogłam patrzeć na męczarnie tego chłopaka. Po kolejnym uderzeniu nie czułam już nic. Smutku, szczęścia, strachu. Nic. Pustka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam las. Piękny duży las. Ptaki śpiewały, wiał lekki wiaterek. Lecz było coś co mnie w tym wszystkim niepokoiło. Nie wiedziałam co to jest. Nagle poczułam silne ukucie w brzuchu. Nadal byłam w lesie. Zobaczyłam ptaka. Ale nie zwykłego ptaka tylko kosogłosa. Podleciał on do mnie i usiadł mi na ramieniu. Otworzył dziub i powiedział zupełnie jak człowiek.
- Czas się obudzić - tylko tyle zrozumiałam bo reszta to był jakiś bełkot.
Kosogłos odleciał, a ja poczułam silny wstrząs. Usłyszałam znajomy krzyk. Po chwili zobaczyłam jak drzewa oblewają się krwią, a ja padam na ziemię.
- Lili proszę! Nie zostawiaj nas! - widziałam malutkie rozmazane światełko które stawało się co raz większe.
Chwilę później poczułam ogromny ból na plecach. Właśnie zdałam sobie sprawę gdzie jestem i że ktoś usiłuje mnie zbudzić.


Witam, witam
Mam nadzieje, że rozdział się spodobał 
Chciałam aby był ciekawy ale chyba mi nie wyszło (sami to oceńcie)
Polecam pisanie komentarzy xD
Bo one MEGA motywują
Oki to chyba wszystko
Do następnego 


czwartek, 28 kwietnia 2016

Pierwsze info.

Hej, cześć i czołem!

Zapraszam na ogłoszenia parafialne xD
 Mam tu pare informacji dla was.
Więc tak:
  • Rozdziały będą się pojawiać nieregularnie 
  • Czasem moge zrobić jakiś błąd w pisowni ale tym się nie przejmujcie xD
  • Jeśli będziecie mieli jakieś uwagi to piszcie :*
  • Pewnie na samym poczatku będzie nudno ale musicie dać mi czas żebym mogła się rozkręcić
To chyba wszystko.
To do żegnam towarzystwo.

Ps. Zapomniałam dodać że jest to ff na temat ig (igrzysk śmierci) i że komentarze ją mile widziane ;)